środa, 13 marca 2013


1
Byłam zwykła dziewczynką. Tak na pierwszy rzut oka.
Moja historia zaczyna się pewnego jesiennego dnia, kiedy zostałam wyrzucona z domu przez własną matkę. Niektórzy pomyślą, że usiądę na ganku i jak matce minie złość to wrócę po cichu do swojego pokoju, ale to nie z nią … zdarzało się, że wyrzucała mnie lub mojego brata z domu na parę dni, a czasami nawet tygodni. Tym razem nie było inaczej. Stałam przed domem jak jakaś głupia, w nadziei, że może stanie się cud, lecz nic się nie stało. Był wieczór, pomyślałam o tym, że przez parę dni będę musiała spać na dworze, a zapowiadało się na deszcz więc czym prędzej ruszyłam przed siebie, w nadziei, że szybko znajdę jakieś w miarę wygodnie i suche miejsce do przespania kilku następnych nocy.  Dość szybko odnalazłam w lesie stary domek, który pokazał mi mój brat, tak na wszelki wypadek, gdyby mama znów wyrzuciła mnie z domu.
Rozpaliłam w kominku, dopiero gdy porządnie się rozgrzałam, żałowałam, że nie wzięłam ze sobą żadnych pieniędzy. Dopiero po dwóch godzinach poczułam głód. Zajrzałam w nadziei za obluzowaną deseczkę w ścianie pod dużym, bardzo brudnym oknem. Miałam szczęście, znalazłam paczkę chipsów,  parę kawałków chleba i trochę twarogu, w domu i tak nie mogłam by liczyć na nie lepszego, a to musiało pozostać po ostatniej ucieczce mojego brata. Jadłam powoli myśląc, co będę robiła następnego dnia. Po godzinie żucia w miarę świeżego jedzenia, uznałam, iż nie rozsądnie byłoby zjeść wszystko jednego dnia. Odłożyłam jedzenie za deseczkę. Pomyślałam o tym, że czasami w chatce nie było nic do jedzenia, wtedy często chodziłam po lesie i szukałam owoców, lecz teraz, byłam najedzona, jednakowoż ciągle bardzo zmęczona. Przyciągnęłam sobie trochę bliżej kominka stertę poduszek, ułożyłam się wygodnie i jeszcze przez chwilę nasłuchiwałam jak deszcz bębni w dach, ale zaraz zmorzył mnie głęboki, słodki sen.
Następnego dnia obudziłam się wcześnie rano, jeszcze przed wschodem słońca. Przez chwile leżałam zwinięta do pozycji embrionalnej, martwiłam się jak przeżyje bez wody i z bardzo małym zapasem jedzenia. Po chwili jednak wstałam, „ nie mogę się  nad sobą użalać-  powiedziałam sobie w duchu- muszę wziąć się w garść. Pójdę do lasu, nazbieram deszczówki i jagód”.
W drodze przez las, pogwizdując cicho nazbierałam całkiem pokaźną torbę jagód i butelkę wody deszczowej. Po pewnym czasie jednak rozerwała mi się torba, która zahaczyła o gałąź. Przykucnęłam i szybko zbierałam owoce do kieszeni zanim zdążyłyby obsiąść je mrówki i inne robactwo, wyprostowałam się i  ruszyłam dalej przed siebie. W końcu dotarłam do części lasu kompletnie mi nie znanej. Nagle dostrzegłam w śród drzew małą, czarnoskórą dziewczynkę, nie zdążyłam się jej dobrze przyjrzeć, kiedy nagle dziewczynka mnie zauważyła, zlękła się i wskoczyła między dwie cienkie brzozy. Szybko podbiegłam do tego miejsca, pomiędzy drzewami unosiła się jasna mygła. Włożyłam do niej rękę, a ona jakby rozbiła się na miliony kawałeczków, na tysiące atomów. Instynktownie wyciągnęłam rękę  i obmacałam czy jest cała. Po chwili zastanowienia weszłam tam cała. Świat obrócił się do góry nogami. Nie wiedziałam czy mam oderwać nogi od nie pewnego podłoża, czułam, że nie wytrzyma ono długo. Postanowiłam zaryzykować, oderwałam obie nogi jakby w podskoku, spadałam przez minutę może dwie, nagle uderzyłam plecami o coś twardego, poczułam pod palcami trawę. Próbowałam wstać,  lecz powstrzymał mnie przenikliwi ból w krzyżu. Krzyczałam. 


1 komentarz:

  1. Ahhh... Ciekawie się zaczyna. Kiedy będzie rozdział drugi??!! :)

    OdpowiedzUsuń