poniedziałek, 1 kwietnia 2013


2
 Usłyszałam za sobą kroki, zbyt lekkie jak na kogoś dorosłego. Od razu pomyślałam o tej dziewczynce i nie omyliłam się. Nachyliła sie nade mną i powiedziała.
- Nie krzycz tak, tu nie jest bezpiecznie- spojrzała na mnie podejrzliwie i spytała się- Gdzie cię boli?
- W krzyżu- stęknęłam żałośnie, wskazując palcem miejsce bólu.
- Połóż się na brzuchu- wykonałam posłusznie polecenie, owa mała dziewczynka liczyła coś i mierzyła na moich plecach- a teraz się nie ruszaj- wykonała jakiś energiczny ruch, mocno uderzyła mnie w plecy nad miejscem bólu, którego już nie czułam. Wstałam, dopiero teraz mogłam się jej dokładnie przyjrzeć miała krótkie czarne włosy, skośne oczy i wydatne usta, teraz wydawała się trochę większą niż z daleka.
Stałyśmy na polanie. Dużej, nie mogłam już dostrzec nawet skaju lasu. Zewsząd nadlatywały ptaki, przyłaziły zwierzątka.
- Jesteś stąd?- spytała nieśmiało dziewczynka.
- Zależy - odpowiedziałam, a jednocześnie zastanawiałam się gdzie dokładnie jestem. Nie znałam tej strony lasu.
- Od czego?- dopytywała się mnie.
- Od tego  gdzie teraz jesteśmy- wyjaśniłam pokrótce.
- Jesteśmy w Latfferii.
- Nie kojarzę takiej dzielnicy.- zdumiałam się.
- Nie- zdziwiła  się, lecz po chwili na jej twarzyczce pojawiło się podniecenie.-  więc nie pochodzisz stąd?
-Nie. Urodziłam się w Nowym Jorku.
- Z jakiej planety jesteś ?- spytała, a oczy zalśniły jej podejrzanie. 
- No z Ziemi- powiedziałam trochę zakłopotana dziwnymi pytaniami. Skośne oczy zalśniły jej w delikatnym słońcu, a ja trochę zdziwiona spytałam tylko- czy coś tym  dziwnego?
- Nie chyba nic, ale choć ze mną, tu nie można zostać na noc!- to powiedziawszy, chwyciła mnie za łokieć i pociągnęła za sobą.


- co do chol... - zdążyłam wyjąkać, zanim mała dziewczynka zasłoniła mi usta dłonią.
- ciii, tu nie wolno nic mówić, jesteśmy obserwowane- powiedziała i już działa iść, lecz widząc, że nic nie rozumiem z tego co mi powiedziała, dodała jeszcze- przez drzewa. Choć już!! 
Ciągnięta przez moją mała towarzyszkę co chwilę wpadałam do nie dużych dziur w wilgotne ściółce, jakby wykopanie przez stado psów. Po dłuższej chwili męczącego biegu, stanęłyśmy w centrum uroczej, małej wioseczki. Okrążały na małe domy, dachy miały ze słomy, a ściany ulepione z gliny. Weszłyśmy do jednego z domostw. Ciemne światło uderzyło mnie po oczach, jakaś starsza pani kręciła się jeszcze przez chwilę po małym pokoiku, zanim czarno skóra  dziewczyna odchrząknęła i powiedziała. 
- Witaj mamo. Zobacz kogo przeprowadziłam- na te słowa kobieta, która okazała się być trochę grubszą wersją dziewczyny, odwróciła się przyjrzała mi się badawczo i odpowiedziała tylko.
- po co, wiesz przecież, że nie może zostać, a tym bardziej, że nie dam rady jej wykarmić.- i to powiedziawszy powróciła do swoich zajęć.
- Mamo!- powiedziała z wyrzutem dziewczyna- ona nie ma dokąd pójść!
- nic mnie to nie obchodzi ! Ona tu nie zostanie i…
- ale!...
- Nie przerywaj mi- krzyknęła, zdenerwowana wyglądała bardzo  groźnie. – ona tu nie zostanie i koniec kropka.  Masz ją stąd zabrać i zaprowadzić tam skąd przyszła. – kobieta odwróciła się i wróciła do swoich zajęć, które brutalnie jej przerwałyśmy.
- ona nie może wrócić, bo...
- nic mnie to nie obchodzi- rzuciła krótko.
- bo przeszła przez portal.- dokończyła dziewczynka, groźnie wpatrując się w plecy swojej mamy, małymi, skośnymi oczkami.
W tej chwili kobieta upuściła na podłogę talerz który właśnie wycierała, podeszła do nas, złapała córkę za brodę i powiedziała.
- Joe mam nadzieje, że mówisz prawdę- dziewczyna tylko kiwnęła głową na znak, że rozumie.- posprzątaj naczynia ja musze z nią porozmawiać.
Joe podeszła do resztek talerza i zaczęła je sprzątać, a jej mama chwycił mnie mocno za ramie i poprowadziła przed sobą do jakiegoś pokoju. Zatrzasnęła głośno drzwi i powiedziała.
- Jak się nazywasz?
- Alice Jonson- powiedziałam zanim zdążyłam ugryźć się w język.
-  No Dorze. Skąd jesteś?
- mówiłam już pani córce, że jestem z Ziemi.
- jak tu trafiłaś?
- Joe mnie przyprowadziła.
- jak trafiłaś do Latfferii!
- no… chodziłam sobie po lesie.. na Ziemi… jak zobaczyłam Joe to za nią pobiegłam, ale ona mnie zobaczyła i wskoczyła między drzewa i znikła, a ja wskoczyłam za nią i spadłam…- powiedziałam zażenowana tym co słyszę.
- jak zobaczyłaś portal czy go nie widziałaś?
- zobaczyłam, jakby srebrna mgiełka unosiła się pomiędzy drzewami- odpowiedziałam.
- no dobrze.- powiedziała i zamyśliła się na chwilę- możesz tu zostać, ale jutro pójdziemy do niej.- te ostatnie słowa powiedziała już jakby do siebie- jesteś głodna, chcesz kolacje?
- nie dziękuje może będzie lepiej jak się już położę- odpowiedziałam i mimowolnie okręcałam pasemko rudych włosów na długich palcach.
- no dobrze. Będziesz spała tutaj, nie wychodź już na zewnątrz, nie wyglądasz jak tutejsi. Najlepiej jakby cię nikt nie widział jutro.- skończyła i w zamyśleniu wyszła z pokoiku.
Spojrzałam w lustro przymocowane do małej szafy. Wyglądałam normalnie, a przynajmniej tak jak zawsze. Miałam długie rude włosy, czarne oczy i bladą cerę obsypaną piegami. Usiadłam powoli na łóżko, zaskrzypiało żałośnie, a ja położyłam się i leżałam jeszcze dość długo zastanawiając się co robi mój brat czy mama. Odrzuciłam od siebie te myśli. Przytuliłam się do poduszki.
Zasnęłam.    



1 komentarz:

  1. Alice z opisu przypomina mi pipi lansztrung tylko brakuje warkoczyków i nie ma tej dziecięcej wyobraźni. :D
    Rozdział fajny nie mogę się doczekać dalszych przygód, ciekawi mnie kim jest ta "ona", o której wspomniała mama Joe...
    Ma nadzieję, że będziesz miała wene i dodasz jak najszybciej nowy rozdział.
    A mam takie jeszcze pytanko kiedy pojawią się jakieś bestie (stworzenia) z Latfferii?? :)

    OdpowiedzUsuń