Rozdział 3
Następny poranek był bardzo rześki. Obudziłam się dość wcześnie z uwagi na to, że całą noc dręczyły mnie koszmary, a pierwszą myślą po przebudzieniu było czy z bratem i mamą wszystko w porządku. Nie wiem dlaczego o niej myślę, nie kocham jej więc dlaczego tak bardzo interesuje mnie jej los?
"- ale ja jest dziwna- pomyślałam w duchu- ona mnie nie kocha, muszę pamiętać ile krzywd wyrządziła mi przez te szesnaście lat. Ja naprawdę mam coś z głową."
Próbowałam usiąść na łóżku lecz znów powstrzymał mnie przenikliwy ból pleców. Jeszcze gorszy i mocniejszy niż ten wczorajszy. Mimowolnie jęknełam i z łoskotem opadłam na łóżko, które przeraźliwie zaskrzypiało i rozkraczylo się. Nie zwróciłam na to większej uwagi, bo do pokoju weszła mała Joe i zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć znów jęknełam i złapałam się z plecy. Odbiegała do mnie i spytała.
- to ten sam ból co wczoraj?
- jeszcze gorszy- wystękałam- ale w tym samym miejscu... Ała !!!
Krzyknęłam, bo próbowała mnie przewrócić na plecy.
- sama to zrobię- powiedziałam i za pomocą łokci przekręciłam się z brzucha na plecy. Ból trochę zmalał. Małe palce Joe owineły się w około mojej talii. Złapała mnie bardzo mocno, podniosła do góry na parę centymetrów, kręgosłup groźnie zatrzeszczał coś stuknęło i przeraźliwy ból natychmiast ustał.
- już dobrze- powiedziała i otarła łzę spływającą mi po policzku- już nie boli, no nie płacz, prosze.
- dobrze, już dobrze, nie placze- powiedziałam i podniosłam się do pozycji siedzącej. Od wzajemniłam uścisk i Joe pomogła mi wstać. Dopiero teraz poczułam, że od prawie dwóch dni nic nie miałam w ustach. Zaburczało mi w brzuch, co Joe usłyszała i porwała mnie do pomieszczenia w którym wczoraj kłóciła się ze swoją mamą, a które okazało się być kuchnią i jadalnią w jednym.
W pomieszczeniu była już mama Joe, krzątała się po małym pokoiku raz zanosząc talerze na stół, a raz pilnując jedzenia, by nie wykipiało na gazie. Kiedy nas zobaczyła rozpromieniła się jak małe dziecko na widok słodyczy i powiedziała radośnie.
- witajcie moje miłe jak się spało?
Odburknełam pod nosem, że dobrze ale kobieta podeszła do mnie w piruetach i złapała delikatnie za podbródek. Dopiero z tak bliskiej odległości można było zobaczyć zmarszczki robiące się jej naokoło oczu, brwi i ust, uśmiechnęła się promiennie i powiedziała.
- zjedz śniadanie, a przejdą wszystkie twoje smutki. A jak się najesz to pójdziemy do NIEJ, ona zadecyduje co z tobą zrobić.
Znów zakręciła piruety i podała na stół jajka, wszelkiego rodzaju kiełbasy długie i cienkie, mleko, a do niego jeszcze kilka rodzajów płatków owsianych. Pierwszy raz w życiu widziałam tyle jedzenia na stole, nawet w Boże Narodzenie sama przyżądzałam potrawy i były to jedynie kanapki.
- powiedz mi- spytała kobieta gdy już wszystkie siedziałyśmy przy stole- masz jakąś rodzinę?
- mam- odpowiedziałam. Zawiesiłam głowę i Joe zrozumiała, że nie chce o tym mówić więc szybko zmieniła temat.
- mamo- rozpoczela- opowiedz mi w końcu o NIEJ?
- chyba nic się nie stanie, ale nie możesz o tym nikomu opowiadać.- tu Joe pokiwała pokornie głową i czekała aż jej mama rozpocznie opowieść- no więc tak, dziesiątki lat temu kiedy jeszcze was nie było na świecie do naszego kraju przybła stara kobieta, nikt jeszcze nie wiedział, że to była wiedźma- w tym momencie trochę za gwałtownie podniosłam głowę, co pani zauważyła i dodała- tak, wiedźma. Nie dziwcie się tak. Miała ona wyznaczyć osobę, która potrafiłaby odnaleźć zagubione artefakty, które koniecznie muszą być użyte do odbudowania królestwa. Niestety przez cały czas odkąd przybyła do nas, przez portal przeszły tylko dwie osoby, a ty jesteś trzecia, Alice. Tylko osoby z innych wymiarów potrafią odczuwać obecność artefaktów. My, rydzenni mieszkańcy Latfferi, nie mamy już tak wyrzuconych zmysłów, ot to cała historia. Po śniadaniu pójdziemy do niej. Musisz się chociaż przedstawić, Alice. Poza tym ona zna różne czary i może cię wprowadzić znów do twojego świata. O tak, ona potrafi chyba wszystko.
Tak skończyła swą wypowiedź, wstała i sądem sprzątać że stołu. Przystąpiła jeszcze chwilę przy oknie i po namyśle dodała- bierzecie się ładnie, a ty Joe daj Alice ubranie, tylko żeby zasłaniali jej włosy i twarz.
- dobrze, już lecę.- to odpowiedzialny, Joe ruszyła pędem do pokoju ciągnąć mnie za ramię.
wtorek, 16 kwietnia 2013
3
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz