wtorek, 16 kwietnia 2013

3

Rozdział 3
Następny poranek był bardzo rześki. Obudziłam się dość wcześnie z uwagi na to, że całą noc dręczyły mnie koszmary, a pierwszą myślą po przebudzieniu było czy z bratem i mamą wszystko w porządku. Nie wiem dlaczego o niej myślę, nie kocham jej więc dlaczego tak bardzo interesuje mnie jej los?
"- ale ja jest dziwna- pomyślałam w duchu- ona mnie nie kocha, muszę pamiętać ile krzywd wyrządziła mi przez te szesnaście lat. Ja naprawdę mam coś z głową."
Próbowałam usiąść na łóżku lecz znów powstrzymał mnie przenikliwy ból pleców. Jeszcze gorszy i mocniejszy niż ten wczorajszy. Mimowolnie jęknełam i z łoskotem opadłam na łóżko, które przeraźliwie zaskrzypiało i rozkraczylo się. Nie zwróciłam na to większej uwagi, bo do pokoju weszła mała Joe i zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć znów jęknełam i złapałam się z plecy. Odbiegała do mnie i spytała.
- to ten sam ból co wczoraj?
- jeszcze gorszy- wystękałam- ale w tym samym miejscu... Ała !!!
Krzyknęłam, bo próbowała mnie przewrócić na plecy.
- sama to zrobię- powiedziałam i za pomocą łokci przekręciłam się z brzucha na plecy. Ból trochę zmalał. Małe palce Joe owineły się w około mojej talii. Złapała mnie bardzo mocno, podniosła do góry na parę centymetrów, kręgosłup groźnie zatrzeszczał coś stuknęło i przeraźliwy ból natychmiast ustał.
- już dobrze- powiedziała i otarła łzę spływającą mi po policzku- już nie boli, no nie płacz, prosze.
- dobrze, już dobrze, nie placze- powiedziałam i podniosłam się do pozycji siedzącej. Od wzajemniłam uścisk i Joe pomogła mi wstać. Dopiero teraz poczułam, że od prawie dwóch dni nic nie miałam w ustach. Zaburczało mi w brzuch, co Joe usłyszała i porwała mnie do pomieszczenia w którym wczoraj kłóciła się ze swoją mamą, a które okazało się być kuchnią i jadalnią w jednym.
W pomieszczeniu była już mama Joe, krzątała się po małym pokoiku raz zanosząc talerze na stół, a raz pilnując jedzenia, by nie wykipiało na gazie. Kiedy nas zobaczyła rozpromieniła się jak małe dziecko na widok słodyczy i powiedziała radośnie.
- witajcie moje miłe jak się spało?
Odburknełam pod nosem, że dobrze ale kobieta podeszła do mnie w piruetach i złapała delikatnie za podbródek. Dopiero z tak bliskiej odległości można było zobaczyć zmarszczki robiące się jej naokoło oczu, brwi i ust, uśmiechnęła się promiennie i powiedziała.
- zjedz śniadanie, a przejdą wszystkie twoje smutki. A jak się najesz to pójdziemy do NIEJ, ona zadecyduje co z tobą zrobić.
Znów zakręciła piruety i podała na stół jajka, wszelkiego rodzaju kiełbasy długie i cienkie, mleko, a do niego jeszcze kilka rodzajów płatków owsianych. Pierwszy raz w życiu widziałam tyle jedzenia na stole, nawet w Boże Narodzenie sama przyżądzałam potrawy i były to jedynie kanapki.
- powiedz mi- spytała kobieta gdy już wszystkie siedziałyśmy przy stole- masz jakąś rodzinę?
- mam- odpowiedziałam. Zawiesiłam głowę i Joe zrozumiała, że nie chce o tym mówić więc szybko zmieniła temat.
- mamo- rozpoczela- opowiedz mi w końcu o NIEJ?
- chyba nic się nie stanie, ale nie możesz o tym nikomu opowiadać.- tu Joe pokiwała pokornie głową i czekała aż jej mama rozpocznie opowieść- no więc tak, dziesiątki lat temu kiedy jeszcze was nie było na świecie do naszego kraju przybła stara kobieta, nikt jeszcze nie wiedział, że to była wiedźma- w tym momencie trochę za gwałtownie podniosłam głowę, co pani zauważyła i dodała- tak, wiedźma. Nie dziwcie się tak. Miała ona wyznaczyć osobę, która potrafiłaby odnaleźć zagubione artefakty, które koniecznie muszą być użyte do odbudowania królestwa. Niestety przez cały czas odkąd przybyła do nas, przez portal przeszły tylko dwie osoby, a ty jesteś trzecia, Alice. Tylko osoby z innych wymiarów potrafią odczuwać obecność artefaktów. My, rydzenni mieszkańcy Latfferi, nie mamy już tak wyrzuconych zmysłów, ot to cała historia. Po śniadaniu pójdziemy do niej. Musisz się chociaż przedstawić, Alice. Poza tym ona zna różne czary i może cię wprowadzić znów do twojego świata. O tak, ona potrafi chyba wszystko.
Tak skończyła swą wypowiedź, wstała i sądem sprzątać że stołu. Przystąpiła jeszcze chwilę przy oknie i po namyśle dodała- bierzecie się ładnie, a ty Joe daj Alice ubranie, tylko żeby zasłaniali jej włosy i twarz.
- dobrze, już lecę.- to odpowiedzialny, Joe ruszyła pędem do pokoju ciągnąć mnie za ramię.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013


2
 Usłyszałam za sobą kroki, zbyt lekkie jak na kogoś dorosłego. Od razu pomyślałam o tej dziewczynce i nie omyliłam się. Nachyliła sie nade mną i powiedziała.
- Nie krzycz tak, tu nie jest bezpiecznie- spojrzała na mnie podejrzliwie i spytała się- Gdzie cię boli?
- W krzyżu- stęknęłam żałośnie, wskazując palcem miejsce bólu.
- Połóż się na brzuchu- wykonałam posłusznie polecenie, owa mała dziewczynka liczyła coś i mierzyła na moich plecach- a teraz się nie ruszaj- wykonała jakiś energiczny ruch, mocno uderzyła mnie w plecy nad miejscem bólu, którego już nie czułam. Wstałam, dopiero teraz mogłam się jej dokładnie przyjrzeć miała krótkie czarne włosy, skośne oczy i wydatne usta, teraz wydawała się trochę większą niż z daleka.
Stałyśmy na polanie. Dużej, nie mogłam już dostrzec nawet skaju lasu. Zewsząd nadlatywały ptaki, przyłaziły zwierzątka.
- Jesteś stąd?- spytała nieśmiało dziewczynka.
- Zależy - odpowiedziałam, a jednocześnie zastanawiałam się gdzie dokładnie jestem. Nie znałam tej strony lasu.
- Od czego?- dopytywała się mnie.
- Od tego  gdzie teraz jesteśmy- wyjaśniłam pokrótce.
- Jesteśmy w Latfferii.
- Nie kojarzę takiej dzielnicy.- zdumiałam się.
- Nie- zdziwiła  się, lecz po chwili na jej twarzyczce pojawiło się podniecenie.-  więc nie pochodzisz stąd?
-Nie. Urodziłam się w Nowym Jorku.
- Z jakiej planety jesteś ?- spytała, a oczy zalśniły jej podejrzanie. 
- No z Ziemi- powiedziałam trochę zakłopotana dziwnymi pytaniami. Skośne oczy zalśniły jej w delikatnym słońcu, a ja trochę zdziwiona spytałam tylko- czy coś tym  dziwnego?
- Nie chyba nic, ale choć ze mną, tu nie można zostać na noc!- to powiedziawszy, chwyciła mnie za łokieć i pociągnęła za sobą.


- co do chol... - zdążyłam wyjąkać, zanim mała dziewczynka zasłoniła mi usta dłonią.
- ciii, tu nie wolno nic mówić, jesteśmy obserwowane- powiedziała i już działa iść, lecz widząc, że nic nie rozumiem z tego co mi powiedziała, dodała jeszcze- przez drzewa. Choć już!! 
Ciągnięta przez moją mała towarzyszkę co chwilę wpadałam do nie dużych dziur w wilgotne ściółce, jakby wykopanie przez stado psów. Po dłuższej chwili męczącego biegu, stanęłyśmy w centrum uroczej, małej wioseczki. Okrążały na małe domy, dachy miały ze słomy, a ściany ulepione z gliny. Weszłyśmy do jednego z domostw. Ciemne światło uderzyło mnie po oczach, jakaś starsza pani kręciła się jeszcze przez chwilę po małym pokoiku, zanim czarno skóra  dziewczyna odchrząknęła i powiedziała. 
- Witaj mamo. Zobacz kogo przeprowadziłam- na te słowa kobieta, która okazała się być trochę grubszą wersją dziewczyny, odwróciła się przyjrzała mi się badawczo i odpowiedziała tylko.
- po co, wiesz przecież, że nie może zostać, a tym bardziej, że nie dam rady jej wykarmić.- i to powiedziawszy powróciła do swoich zajęć.
- Mamo!- powiedziała z wyrzutem dziewczyna- ona nie ma dokąd pójść!
- nic mnie to nie obchodzi ! Ona tu nie zostanie i…
- ale!...
- Nie przerywaj mi- krzyknęła, zdenerwowana wyglądała bardzo  groźnie. – ona tu nie zostanie i koniec kropka.  Masz ją stąd zabrać i zaprowadzić tam skąd przyszła. – kobieta odwróciła się i wróciła do swoich zajęć, które brutalnie jej przerwałyśmy.
- ona nie może wrócić, bo...
- nic mnie to nie obchodzi- rzuciła krótko.
- bo przeszła przez portal.- dokończyła dziewczynka, groźnie wpatrując się w plecy swojej mamy, małymi, skośnymi oczkami.
W tej chwili kobieta upuściła na podłogę talerz który właśnie wycierała, podeszła do nas, złapała córkę za brodę i powiedziała.
- Joe mam nadzieje, że mówisz prawdę- dziewczyna tylko kiwnęła głową na znak, że rozumie.- posprzątaj naczynia ja musze z nią porozmawiać.
Joe podeszła do resztek talerza i zaczęła je sprzątać, a jej mama chwycił mnie mocno za ramie i poprowadziła przed sobą do jakiegoś pokoju. Zatrzasnęła głośno drzwi i powiedziała.
- Jak się nazywasz?
- Alice Jonson- powiedziałam zanim zdążyłam ugryźć się w język.
-  No Dorze. Skąd jesteś?
- mówiłam już pani córce, że jestem z Ziemi.
- jak tu trafiłaś?
- Joe mnie przyprowadziła.
- jak trafiłaś do Latfferii!
- no… chodziłam sobie po lesie.. na Ziemi… jak zobaczyłam Joe to za nią pobiegłam, ale ona mnie zobaczyła i wskoczyła między drzewa i znikła, a ja wskoczyłam za nią i spadłam…- powiedziałam zażenowana tym co słyszę.
- jak zobaczyłaś portal czy go nie widziałaś?
- zobaczyłam, jakby srebrna mgiełka unosiła się pomiędzy drzewami- odpowiedziałam.
- no dobrze.- powiedziała i zamyśliła się na chwilę- możesz tu zostać, ale jutro pójdziemy do niej.- te ostatnie słowa powiedziała już jakby do siebie- jesteś głodna, chcesz kolacje?
- nie dziękuje może będzie lepiej jak się już położę- odpowiedziałam i mimowolnie okręcałam pasemko rudych włosów na długich palcach.
- no dobrze. Będziesz spała tutaj, nie wychodź już na zewnątrz, nie wyglądasz jak tutejsi. Najlepiej jakby cię nikt nie widział jutro.- skończyła i w zamyśleniu wyszła z pokoiku.
Spojrzałam w lustro przymocowane do małej szafy. Wyglądałam normalnie, a przynajmniej tak jak zawsze. Miałam długie rude włosy, czarne oczy i bladą cerę obsypaną piegami. Usiadłam powoli na łóżko, zaskrzypiało żałośnie, a ja położyłam się i leżałam jeszcze dość długo zastanawiając się co robi mój brat czy mama. Odrzuciłam od siebie te myśli. Przytuliłam się do poduszki.
Zasnęłam.