czwartek, 23 maja 2013

Rozdział 4

Przepraszam, że rozdziały dodaje tak nie regularnie. Pisze tylko pod wpływem weny.

Rozdział 4
Szłyśmy szybkim krokiem po kamiennej dróżce. Joe przygotowała dla mnie długą  spódnice i tunikę, a włosy zawiązała mi w ogromną huste i przybrała rozłożystym słomkowym kapeluszem, by nie było widać twarzy.
Droga kończyła się w lesie. Zobaczyłam mały domek z kamienia. Z małego komina unosił się różowy, klebisty dym. Przed budynkiem paliło się niewielkie ognisko, a nad nim ustawiony był wielki kociołek z którego boków wisiały różne zeschłe gałęzie i ziela.
Dopiero teraz zauważyłam młodą  kobietę, która kręciła żywo w kociołku. Ona też nas zobaczyła, przeleciała po nas badawczo wzrokiem, wyprostowała  się i uśmiechnęła promienie. Uśmiechnięta wyglądała wręcz olsniewająco. Podeszła do mamy Joe i przywitała ją serdecznie.
- witaj Armeto! Co cię wprowadza w te strony lasu?- spytała dziarskim głosem urokliwa kobieta.
- potrzebuje twojej pomocy, Ermo.- odpowiedziała Armeta, od wzajemniając uścisk.
- pomocy, mówisz...
- widzisz tą wysoka dziewczynę, prawda?
- tak... i zastanawiam się czemu jej nie znam. Dziwne, myślałam, że znam tu wszystkich- spojrzała na mnie, piorunojącym wzrokiem mordercy- masz niesamowitą aurę. Dawno już takiej nie wyczuwałam.- zamilkła na chwilę- Och, Armeto czy to... czy ona...
- tak- przerwała jej krótko mama małej Joe.
- o mój Boże - wyjąkała i usiadła na pieńku.- to nie możliwe. Myślałam, że kontroluje wszystkie portale, a tu pod samym nosem tworzą się coraz to nowe.- zaśmiała się delikatnie, pukając się po czole.- zajmę się nią i zobaczę czy się nadaje.
- och, oczywiscie- przytakneła Armeta- rób co musisz.
Nawet nie zauważyłam, jak jak kobieta chwyciła mnie za rękę i pociągnęła za sobą. Weszłyśmy do jej domku. Trzymała w nim wszelkiego rodzaju zwierzynę choć moją uwagę zwróciła hiena próbując dokopać się do ziemi przez beton, gdy tylko mnie przyuważła zakończyła wcześniejszą czynność, nastraszyła szarą sierść i zaczęła na mnie warczeć.
- uspokuj się Keb- powiedziała krótko do zwierzaka kobieta i rzuciła mu ogromny kawał schabu.- więc mówisz, że nazywasz się Alice Janson.
- jeszcze nic nie powiedziałam.
- wyglądają na bystrą, ale rozpuścić włosy, są takie ładne
- ale jak pani, przecież ja...- zdążyłam wyjąkać zanim tajemnicza Erma rozwiązała chustę i ujrzała moje długie, rude włosy. Zasłaniła usta dłonią i zaklneła cichutko.
- usiądź, proszę.
Posłusznie wykonałam polecenie i przysiadłam na pierwszym fotelu z brzegu. Kobieta zaczęła krzątać się po kuchni, a ja chwyciłam nieduży scyzoryk leżący na półce. Porzucałam nim i obracałam w dłoni, lecz gdy Erma się odwróciła szybko zamknęłam  go w dłoni i schowałam do kieszeni w spódnicy.
- chcesz wrócić na Ziemię, do swojego domu do brata.
- tak, chce tego.
- wiesz, że to będzie trudne do zrealizowania, hm?
- przeczytałam to, zrobię wszystko.
- jeśli naprawdę zrobisz wszystko to musisz zdobyć dziesięć artefaktów, które porozrzucane są po wszystkich planetach. Nie wiadomo jaką mają formę, gdzie się znajdują. Mam tylko nie dokładne dane sprzed ponad stu lat. Myślę jednak, że nie zmieniło się za dużo.
- co mi do tego, nie mam żadnych zdolności, które mogły by mi w tym pomóc.
- ty jesteś do tego stworzona. Jesteś człowiekiem, a to już czyni cię zdolną by znaleźć je wszystkie.
- jak ma mi to pomóc w dostaniu  się spowrotem na Ziemię.
- artefakty zebrane wszystkie w jednym miejsce utworzą legendarną bramę pomiędzy wymiarami, przez którą będzie mógł przejść nawet zwykły ziemianin.- powiedziała- pomoże ci w tym kilka osób, które specjalnie dla ciebie wybrałam. Jeśli się tylko zgodzisz to wyruszysz już jutro. Nie wiem ile będzie trwać ta wyprawa, miejmy nadzieję, że skończył się pomyślnie i jak najszybciej.
- gdzie są te zaginione przedmioty?
- czy ty mnie w ogóle słuchasz- zdenerwowała się- są porozrzucane po wszystkich planetach.
- aha, dobrze.
- zgadzasz się?
- tak
- w takim razie muszę już iść i ty również jutro Armeta zaprowadzi cię w odpowiednie miejsce spotkania.- powiedziała i ruszyła do drzwi- powodzenia.